niedziela, 13 kwietnia 2014
niedziela, 6 kwietnia 2014
Biblioteczka mini-czytelnika.
Nie ma dla mnie osobiście piękniejszego sposobu spędzania czasu w domu, niż chwila z książką. Dlatego moment, w którym po raz pierwszy w życiu usłyszałam od Niej "mamo, czytajmy, proszę" zapamiętam na zawsze :) Dziś to już normalna część dnia, podczas jedzenia lub wieczorem przed snem. Często również przychodząc po L do żłobka widzę, jak z uwagą słucha czytanej książeczki i nawet nie zauważa, że przyszłam, a ja wtedy wiem, że wybór tego żłobka był wyborem właściwym.
I choć nie ma znaczenia, czy w książce są literki, czy nie, mamy swoje ulubione pozycje do biblioteczki dwulatki.
1. MAMOKO
Należy do nich na pewno znana już chyba wszystkim seria o miasteczku Mamoko, z których top of the top jest "Dawno temu w Mamoko", a historię z nierozsądnym jelonkiem strzelającym z łuku Laura opowiada nawet przez sen :)
2. Misia Marysia
Znaleziona zupełnie przypadkiem podczas zakupów w Rossmannie seria książeczek z przeuroczą koalą Marysią w roli głównej. Nie dosyć, że narysowana w cudowny sposób i w życiowej, znanej dzieciom scenerii, to tekst jest przystępny i zrozumiały nawet dla takiego malucha. No i najważniejsze - to książeczki edukacyjne, "na problemy", jakie mogą spotkać małe dzieci oraz ich rodziców, a książeczka naprawdę jest napisana tak, że nam pomogła te problemy rozwiązać. I tak na przykład na naszej półce mamy następujące tytuły: "Marysia żegna pieluszkę" oraz "Marysia i wesoły dzień w przedszkolu", ale istnieją też chociażby "Marysia boi się ciemności" czy "...jest starszą siostrzyczką", które pewnie niejednej mamie mogą bardzo pomóc. Cena groszowa (u nas 6.99). Co prawda niektórych może zniechęcać papierowa forma, bez usztywnienia, ale my nie mamy z tym problemu. Dla mnie ZDECYDOWANY HIT i przyjemne z pożytecznym.
3. Wierszyki
U nas stały element dnia, w sumie często nie potrzebuję nawet mieć tekstu przed oczami, bo znam go na pamięć...no ale któż ich nie zna? W klasyfikacji Lewandowskich na prowadzeniu zdecydowanie wierszyki Brzechwy - mamy kilka różnych książeczek, sztywnych, miękkich, tomików lub wydań z pojedynczym wierszykiem, uwielbiamy wszystkie! Dla mnie to bajeczny powrót do dzieciństwa, bo od najmłodszych lat towarzyszyły mi właśnie one, a L czerpie z tego również wielką frajdę. Czekam na dzień, kiedy sama opowie mi "Kaczkę dziwaczkę" czy "Na straganie", jak ja sama jako niespełna 3latka opowiadałam własnej mamie.
4. Obrazki dla maluchów (wyd. Olesiejuk)
Znane chyba wszystkim, do kupienia nawet w Biedronce czy Tesco, ale na serio to się sprawdza. Dla nas na tym etapie najlepsze są wersje w większym formacie, jak "Dobre wychowanie" czy "W przedszkolu", w których w zrozumiały dla maluszka sposób skontrastowano zachowania właściwe i niegrzeczne. L bez kłopotu wskazuje, które z przedstawionych dzieci jest grzeczne, a które nie. Polujemy jeszcze na część "To niebezpieczne", bo jestem pewna, że to pożyteczna pozycja.
5. Książeczki Lego DUPLO
Koncepcja nie przekonywała mnie osobiście, do momentu, kiedy L dostała jedną z nich w prezencie. Do każdego tytułu dołączone jest kilka słynnych klocków, w tym jedna figurka, która jest jednocześnie głównym bohaterem. Historie są proste, do bólu wręcz i niby nie ma w nich nic godnego uwagi, jednak dla dwulatka okazały się frajdą nie z tej ziemi. Na obrazkach wiele elementów krajobrazu zbudowanych jest z klocków DUPLO, a możliwość ich odtwarzania i budowania na własnym dywanie daje mnóstwo radości. POLECAM z czystym sercem.
piątek, 4 kwietnia 2014
Kropla koloru w morzu szarości
czwartek, 3 kwietnia 2014
Jak kwiaty wiosną...
Jak kwiaty wiosną to miejsce budzi się dziś do życia po (zbyt) długim zimowym śnie. Przerwa, choć nieplanowana, wyszła mu na dobre - jest trochę zmian....właściwie same zmiany. To, co stało się tutaj, jest odzwierciedleniem zmian zachodzących w życiu naszej rodziny, a tych jest ostatnio wiele. Zaczynam w pełni rozumieć znaczenie słów "dorosłość", "odpowiedzialność" czy "praca", wiem już, co to brak czasu. Bywają noce, kiedy zamiast spać, przytulam do policzka główkę mojej śpiącej córki, chłonąć łapczywie na zapas jej zapach, żeby następnego dnia czerpać z niego siłę. Są takie dni, kiedy nie zdążymy wyjść na spacer, innym razem brakuje czasu na wspólne czytanie książeczek. I ja wiem, wiem, że wszyscy tak żyją. I wiem też, że tak trzeba. I absolutnie nie narzekam. Ja tylko potrzebuję czasu, żeby się z tym oswoić...
buty - zara baby || bluza - KOTM stardust || tutu - KOTM || bambusowy komin - MayLily || spinka - Kollale || aniołki - Sonny Angels
czwartek, 19 grudnia 2013
Being a princess...
Księżniczki...
dziewczynki marzą o tym, żeby kiedyś być księżniczką, choć przez chwilę, choć jeden dzień, choć jeden bal.
Księżniczki są piękne, księżniczki mają włosy długie bez końca, rzęsy aż do nieba, mnóstwo sukienek i koronę z diamentami. Mają pudry, różane perfumy. Wreszcie, mają marzenia, o rycerzu na białym koniku, który przybędzie i załatwi to i tamto za nie. I uwolni z wieży, od smoka czy innych potworności tego świata.
Ale, czy księżniczki mają wszystko?
....Moim zdaniem nie.
Nie mają jednej, bardzo przydatnej w samodzielnym życiu cechy. Nie mają ani trochę pewności siebie. Nie mają wiary we własne możliwości, nie mają nadziei, nie mają ambicji, aspiracji ani planów. Muszą czekać, siedzieć biernie w swojej wieży, z perfumami i sukienkami, ale w zawieszeniu. Czekając na cud, na faceta z baśni. Na to, że życie potoczy się samo, bo przecież, jak to księżniczki, na nic nie mają wpływu, mogą tylko pachnieć, szczotkować włosy i marzyć....marzyć o tym, co byłoby, gdyby były kimś innym...
Więc Mamy kochane, nie wychowujmy księżniczek. Wypuśćmy nasze dziewczynki z wieży naszych potrzeb, naszej chęci rozpieszczania, wyręczania i pomocy tam, gdzie nie jest niezbędna. Ja przynajmniej właśnie teraz walczę o to z sobą samą. Bo to nic, że zupa będzie zimna, ważne, że jedzona samodzielnie smakuje bardziej. A posprzątać też możemy razem. I nic, że rzuci wściekła klockiem, kiedy nie uda jej się przyczepić go samodzielnie, potrafi przecież to zrobić sama. Nie wiem, czy to się uda, jednak bardzo liczę na to, że moja córka, w przeciwieństwie do mnie samej, w trudnych chwilach będzie czuła, że jej życie zależy od niej, że trzyma je w garści i że jej zaangażowanie ma znaczenie. Wiem, że nie ma nic gorszego, niż poczucie oglądania własnego życia z perspektywy widza, od braku wiary, choć zrobiło się wszystko, co zrobić należało. Dlatego ja chcę wychować królową.
KRÓLOWA.
Królowa wie, że jej życie zależy od jej decyzji, od jej ciężkiej pracy i właśnie pracą może wszystko w nim zmienić. Królowej nie straszne ziarenko grochu na dnie łóżka, zamiast cierpieć długie godziny, królowa po prostu zajrzy pod materac. Królowa nie weźmie zatrutego jabłka od nieznajomej staruszki. Królowa obetnie warkocz, przywiąże do szafy i sama uwolni się z wieży. Królowa nie musi być sama, ale sama też sobie poradzi.
bluza moonmoth i tutu - Kids on the moon || rajstopy - H&M || chustka - Zara || buty - elefanten || korona królowej - klocki HOCKI
(a to wszystko w przepięknej jesiennej aurze, za którą już tak tęsknię....)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
